Warszawska syrenka

Oceń ten artykuł
(17 głosów)

 

 

Dawno temu, nad brzegiem Wisły, leżała niewielka osada rybacka. Kilka chat strzechą krytych, tu i tam poletko starannie obsadzone, a wokoło las głęboki i trudny do przebycia.

Wśród mieszkańców osady, krążyła legenda o syrenie mieszkającej w wodach Wisły. Ta pół kobieta, pół ryba wynurzała się z głębin i śpiewała tak pięknym głosem, że każdy kto ją usłyszał nie mógł już o niej zapomnieć. Spotkać syrenę nie było łatwo. Mówiono, że śpiewa tylko podczas pełni księżyca, przysiadając na kamieniu nad brzegiem rzeki.

Pewnego dnia w kierunku osady szli trzej rybacy. Wracali z połowu i rozmawiali o tym niezwykłym zjawisku.

- Słyszeliście ją? – zapytał jeden.

- Ja nigdy, ale opowiadał mi dziadek, że razu pewnego wracał z połowu późną już nocą i idąc brzegiem rzeki usłyszał  najpierw cichutko, ale z każdym krokiem coraz wyraźniej, coś jakby śpiew albo nucenie jakiejś nieznanej melodii. A głos, który nucił tą melodię był tak miły dla ucha, że nie mógł przejść obojętnie i musiał zobaczyć jego właścicielkę.

- I zobaczył? – dopytywał się trzeci rybak.

- Podążając za głosem skradał się po cichutku przez zarośla, stawiając uważnie kroki, a gdy już prawie był przy niej, trzasnęła gałązka pod jego stopą, syrena się wystraszyła i wskoczyła do wody. Dziadek zobaczył tylko jej długie piękne włosy i rybi ogon zanurzający się w wodzie.

- A to pech – odpowiedział jeden z rybaków. – Mógł ją przecież złapać.

- Ale po co? – zdziwił się drugi.

- Noo, na przykład mogłaby mu śpiewać co wieczór, albo mógłby ją sprzedać na dwór i zarobić mnóstwo złota.

- Dobry pomysł – podchwycił trzeci rybak. – Złapmy syrenę i sprzedajmy ją księciu, a za zarobione pieniądze będziemy żyli dostatnio do końca życia.

- Pełnia księżyca będzie jutrzejszej nocy – dodał pierwszy rybak. – Syrenę złapiemy w sieć, trzeba tylko przygotować odpowiednio dużą, żeby się zmieściła. Pójdziemy nad rzekę wieczorem i zaczekamy, aż się pojawi.

- Ustalone – potwierdzili pozostali i rozeszli się do swoich domostw.

Następnego dnia pod wieczór, tak jak ustalili poszli nad rzekę i ukryli się w zaroślach. Wieczór im się dłużył i nie mogli się doczekać, aż syrena się pojawi. Słońce zniknęło za wysokimi drzewami, a na niebie pojawiła się okrągła tarcza księżyca.

Syrena się wciąż nie pojawiała. Rybacy byli coraz bardziej zniecierpliwieni i zniechęceni.

- Eeee, głupot nam się zachciało – powiedział jeden. – Chodźmy lepiej do domu zamiast tu sterczeć nad tą wodą.

- Ciii – uciszył go drugi. – Poczekajmy jeszcze.

Uciszyli się więc i w ukryciu czekali nadal. Szum płynącej wody i szelest lasu kołysał ich łagodnie.

- Młody, nie śpij – jeden z rybaków szturchnął najmłodszego, gdy temu oczy przymknęły się trochę zbyt długo.

- Nie śpię tylko marzę o pięknej pieśni, która płynie do mnie po wodzie.

- Ciii, słyszycie? – poderwał się trzeci z rybaków. – To nie szum wody tylko cicha pieśń syreny.

Ruszyli w górę rzeki, gdyż z tamtej strony płynęła melodia. Podeszli kilka kroków i już wyraźnie słyszeli piękny śpiew syreny. Stali zauroczeni jej miękkim głosem, wsłuchiwali się w każdy dźwięk melodii, który do nich docierał.

W pewnym momencie najstarszy z rybaków wyciągnął z kieszeni wosk i podał do pozostałym.

- Zatkajcie sobie tym uszy – powiedział.

Gdy to uczynili i nie słyszeli już pieśni syreny, wzięli do ręki sieć i cicho podeszli bliżej. Sprawnie zarzucili sieć na syrenę, skrępowali ją i zanieśli do wioski. Ponieważ była noc i nie mogli pójść do księcia z syreną, ustalili, że będą przy niej czuwać na zmianę, aż do rana.

Pierwszy na straży stanął najmłodszy rybak. Siedział i przyglądał się położonej w kącie syrenie. W pewnym momencie zauważył, że syrena porusza ustami. Chciał usłyszeć co mówi i wyjął wosk z uszu.

- Wypuść mnie proszę – odezwała się syrena. – Moim domem jest rzeka, a nie pałac księcia, choćby najpiękniejszy, dla mnie będzie więzieniem.

- Nie mogę – odparł rybak. – Co powiem pozostałym?

Syrena w odpowiedzi zaczęła nucić melodię. Rybak się rozmarzył i zauroczony jej cudnym głosem wziął ją na ręce i zaniósł nad rzekę. Pochylił się nad wodą i pomógł syrenie wskoczyć do wody. W tym momencie usłyszał krzyki nadbiegającego rybaka, który zapewne przyszedł go zmienić i pilnować syreny. Gdy zauważył otwarte drzwi i pustą izbę domyślił się co się stało i pobiegł w kierunku rzeki, aby powstrzymać młodego rybaka przed uwolnieniem syreny. Ale było już za późno.

Syrena oddalona bezpiecznie od brzegu zawołała:

- Kochałam cię brzegu wiślany, kochałam was ludzie dobrzy i pracowici. Czemu mnie uwięziliście? Chciałam śpiewać wam, a nie księciu na rozkaz. Teraz wolę skryć się w falach na wieki. A gdy przyjdą dla was czasy trudne i ciężkie, gdy sami nie dacie rady niebezpieczeństwu, wrócę z mieczem i tarczą, aby was bronić – to powiedziawszy zniknęła w toni. Młody rybak przestraszony krzykami i wciąż zauroczony śpiewem syreny wskoczył za nią do wody.

Minęły lata i wieki. Nowe pokolenia w miejscu osady rybackiej wybudowały miasto, które dziś jest stolicą Polski. A legenda o syrenie przekazywana z ust do ust przetrwała do dziś. Na brzegu Wisły stoi jej pomnik. Syrena z tarczą i mieczem uniesionym do góry, strzeże bezpieczeństwa Warszawy.

 

Dodaj komentarz

Będzie mi miło, jeśli zostawisz swoją opinię.

Kod antyspamowy
Odśwież

Komentarze   

0 # Helena 2015-05-17 19:27
Bardzo mi się to spodobało...Pa! Pa! pozdrawiam...!
Odpowiedz
0 # Agata 2015-05-17 19:26
fajnie czytasz tą legendę.Fajnie się słuchało tak miło i wesoło.Pa!Pa!
Odpowiedz
0 # julita 2015-05-17 19:26
ta opowieść jest piękna
Odpowiedz
Otwórz
Jeśli chcesz otrzymywać od nas informacje o nowych bajkach, zostaw proszę swój adres e-mail. Terms and Condition Zapisując się na listę akceptujesz nasz regulamin.
Joomla Extensions powered by Joobi

reklama

Polecane