Legenda o królu Popielu

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

 

 

 

Dawno temu, wśród gęstych lasów, nad brzegiem jeziora Gopło, wznosił się potężny gród Kruszwica. Władcą tego miejsca i ludu zamieszkującego okoliczne wioski był król Popiel. Rządził ręką ciężką i surową. Z chwilą zaś, gdy małżonką jego została Gerda, piękna, lecz o zimnym sercu, Niemka, w grodzie zaczęło się dziać coraz straszniej. Lud był prosty i oddany władcy, ale kolejne daniny i opłaty, na rzecz króla, ciążyły biedakom. A do zapłaty było coraz więcej...

- Nie mamy pieniędzy na nowe szaty! - wołała władczyni

- Nowe konie trzeba kupić! Nie będę na polowanie jeździł na tej starej szkapie! - dodał Popiel.

- Chłopi muszą oddawać więcej płodów rolnych! Spichlerze są puste!

- Potrzebujemy więcej wina na ucztę!

Żądań królewskich było wiele, a poddani zmęczeni ich spełnianiem.

Popielowi w rządzeniu doradzała rada starszych, składająca się z sędziwych już stryjów króla. Rada namawiała władcę do ograniczenia pobierania podatków od podwładnych, gdyż niektórzy nie mają już co jeść. Uwagi te jednak, były bardzo nie w smak królowi i jego żonie.

Popiel rozmyślając nad umocnieniem swojej korony, udał się nawet do wróżbitki, która mieszkała w chacie po drugiej stronie jeziora.

- Panie! - rzekła kobieta po dłuższej chwili wpatrywania się w dym z ogniska. - Twoja władza nad ludźmi jest silna i niewzruszona, ale nad światem       zwierząt nie panujesz. Strzeż się! - wyszeptała. - Strzeż się... myszy.

- Co za brednie! – huknął król. - Myszy mam się strzec! Ha ha!

Popiel szybko zapomniał o przepowiedni i rządził dalej w ten sam, bezwzględny, sposób.

W krótkim czasie z żoną uradzili, że trzeba pozbyć się niewygodnej rady. Ale żeby nikt nie podejrzewał ich o udział w zniknięciu stryjów postanowili użyć podstępu.

Wysłali do stryjów posłańców z zaproszeniem na pojednawczą ucztę. Staruszkowie sądząc, że Popiel postanowił się zmienić, chętnie przybyli na zamek.

- Witajcie moi drodzy! - zawołał na powitanie stryjów król. - Postanowiłem jeszcze raz przysłuchać się waszym radom i wszystkie dokładnie przemyśleć. Ale to jutro. Dziś, zapraszam na ucztę.

Stryjowie zadowoleni ze zmiany, którą zauważyli u króla, chętnie zasiedli do stołów i częstowali się mięsem, winem i miodem pitnym. Gerda, żona Popiela, usługiwała im gorliwie i była tak miła jak nigdy dotąd. Członkowie rady ucztowali nie spodziewając się niczego złego. Późnym wieczorem król z królową, odprawili wszystkich służących do domów, a sami dosypawszy trucizny do wina, częstowali krewniaków.

Stryjowie jeden po drugim zaczęli przewracać się na podłogę tracąc przytomność, a Popiel gdy zobaczył co zrobił chwycił się za głowę z przerażeniem, lecz było już za późno.

Najmłodszy ze stryjów, konając, wyszeptał przez zaciskające się usta:

- Nie ujdzie wam to na sucho! Śmierć wasza będzie po wielokroć straszniejsza niż moja.

Cisza zapadła na zamku, tylko przechodząca nad Gopłem burza grzmiała w oddali. Niebo przecinały błyskawice, a Popiel z Gerdą zaczęli pozbywać się ciał. Każdemu stryjowi przywiązywali ciężki kamień do nóg i wrzucali do jeziora.

Rano, gdy służący wrócili na zamek i dopytywali o gości, Popiel pokrętnie tłumaczył, że nocą wypłynęli na jezioro i spotkała ich burza. Pewnie utonęli, a on tak ich prosił, żeby nie opuszczali zamku.

Teraz już nikt nie powstrzymywał władcy od nakładania na poddanych kolejnych danin. Ludziom z dnia na dzień żyło się coraz gorzej. Szemrali między sobą, podejrzewając, że król przyczynił się do śmierci członków rady starszych. Nikt jednak nie ośmielił się powiedzieć nic głośno obawiając się o własne życie.

Popiel i jego żona, żyli w powiększającym się bogactwie, spędzając czas na biesiadach i pijaństwie. Wydawało się, że dokonana zbrodnia nie spotka się z karą.

Pewnego dnia na zamku niespodziewanie pojawiły się myszy. Ale nie jedna czy dwie, czy nawet dwadzieścia. Były ich tysiące, a każdego dnia wciąż pojawiały się nowe. Maszerowały i niszczyły w zamku wszystko co spotkały na swojej drodze. Popiel przypomniał sobie przepowiednię starej wróżbitki, mieszkającej po drugiej stronie jeziora. Dźwięczały mu w głowie także słowa konającego stryja „Nie ujdzie wam to na sucho! Śmierć wasza będzie po wielokroć straszniejsza niż nasza.”

Przerażony krzyknął do żony:

- Musimy uciekać! Płyńmy na wyspę, schronimy się w wieży! Tam myszy się nie dostaną!

Wskoczyli do łodzi i uciekli na wyspę przed falą małych gryzoni. Zaryglowali drzwi w stojącej tam wieży i myśląc, że są bezpieczni, wyjrzeli przez okno. Ze zgrozą dostrzegli, że pierwsze myszy były już na wyspie, a reszta płynąc szeroką wstęgą zbliżała się do jej brzegów.

- Myszy płyną przez jezioro!- wykrzyknęła Gerda strasznym głosem, w którym słychać było niedowierzanie.

- To nie są zwykłe myszy – zrezygnowanym głosem wyrzekł Popiel, zdając sobie sprawę, że w ten sposób zostaną ukarani za swoje okrutne postępowanie względem ludzi i za zamordowanie stryjów.

Po krótkim czasie myszy oblegały już wieżę, niektóre zaczęły się wspinać po jej ścianach, inne drobnymi ząbkami gryzły drewniane drzwi, którymi niedawno weszli Popiel i jego żona. Piski drobnych gryzoni dobiegały na górę do uszu Gerdy i Popiela wzmagając ich strach i obrzydzenie. Grube drewniane drzwi nie stanowiły zapory na długo. Fala mysz wlała się do wieży, a dla władcy nie było już ratunku.

Legenda mówi, że myszy zjadły Popiela i jego żonę, a ludzie odetchnęli z ulgą po wielu latach okrutnych rządów króla.

 

 

Dodaj komentarz

Będzie mi miło, jeśli zostawisz swoją opinię.

Kod antyspamowy
Odśwież

Komentarze   

0 # Basia 2018-03-23 20:42
super!!!!!!!!!!!!!!
Odpowiedz