Nowy dom wiewiórki Jolki, bajka do słuchania Wyróżniony

Oceń ten artykuł
(7 głosów)

 

 

W pięknym parku, z ogromnymi, starymi drzewami, razem ze swoimi braćmi oraz rodzicami, mieszaka mała Wiewiórka Jolka. Sympatyczna rodzinka zajmuje cichy zakątek tego parku gdzie, oprócz wysokich drzew, rośnie dużo niskich krzewów, przez które trudno jest się przedostać. Dlatego nikt tam nie zagląda i nie przeszkadza wiewiórkom.

Jolka, razem ze swoim rodzeństwem Bartkiem i Grzesiem, biega po parku codziennie rano, zanim na parkowe alejki wejdą dzieci. Małe wiewióreczki chętnie pobawiłyby się z odwiedzającymi, ale mama przestrzegała, żeby nie podchodziły zbyt blisko ludzi. Dlaczego, gdy tylko na alejkach robi się tłoczno, wiewiórki chowają się w głąb zarośli, w dalsze, bardziej spokojne, rejony parku.

Pewnego dnia, gdy Jolka skakała po gałęziach wysokich drzew, zauważyła dużą dziuplę. Nieśmiało zaglądnęła do środka. Okazało się, że dziupla jest pusta, nie było też śladów, żeby do kogoś należała. Musiała zostać opuszczona jeszcze na wiosnę, kiedy ptaki łączą się w pary i przenoszą do nowego gniazda.

Wiewiórce bardzo spodobało się to miejsce. Dziupla znajdowała się wysoko w konarze grubego drzewa, osłonięta od wiatru. Była miejscem bezpiecznym i ciepłym. Jolka pomyślała, że mogłaby tu zamieszkać. W końcu jest już dorosła i pora zamieszkać samodzielnie.

Postanowiła ogłosić w rodzicom, że znalazła nowe mieszkanko. Szybko zbiegła na ziemię i kilkoma długimi susami przeskoczyła odległość dzielącą ją od domu. Zawołała mamę i tatę oraz braci i opowiedziała im o swoich planach. Z nowego domku Jolki najbardziej ucieszyli się Bartek i Grześ. Bartek, że będzie mógł ją odwiedzać, a Grześ, że zwolni się posłanie Jolki i w końcu będzie miał swoje miejsce do spania, gdyż do tej pory musiał spać razem z bratem.

Tato z dumą pogratulował Jolce nowego domku, ale mama wcale nie wyglądała na szczęśliwą. Wiedziała, że teraz nie będzie już widziała swojej małej wiewióreczki tak często jak dotychczas. Uśmiechnęła się tylko i przytuliła mocno Jolkę.

Na drugi dzień już z samego rana wiewiórka Jolka pobiegła do swojej dziupli. Musiała ją uporządkować i przygotować do zamieszkania. Wyniosła stare liście, które nawiał wiatr, i wszystko co zostawił po sobie poprzedni mieszkaniec.

Zgarniając ostatnią warstwę śmieci, zauważyła, że ściana jest bardzo podrapana. Przetarła łapką po rysach, w nadziei, że gdy odpadnie przyklejone tam błoto, ukarze się równa powierzchnia. Ku jej zaskoczeniu coraz wyraźniej było widać, że z rysy na drewnie zaczynają układać się w rysunek.

Jolka stojąc na dwóch łapkach przyglądała się tajemniczemu dziełu. Nagle z tyłu odezwał się głos:

- Co tam masz?

Zamyślona Jolka, aż podskoczyła ze strachu.

- Ale mnie przestraszyłeś – powiedziała z ulgą, gdy zobaczyła Grzesia. – Zobacz, ktoś tu coś narysował. Pewnie jakiemuś maluchowi się nudziło.

Grześ przyglądał się uważnie rysom na ściance i mruknął:

- A mnie to wygląda na jakąś wskazówkę, mapę czy coś w tym stylu.

- A po co ktoś by miał w dziupli mapę rysować – prychnęła Jolka.

- Nie wiadomo, może coś ukrył i nie chciał zapomnieć gdzie, albo zostawił informację dla innych – upierał się Grześ.

- Jakby tak było to dziupla nie byłaby pusta, tylko ktoś by tu mieszkał – odparła Jolka.

- Pewnie się wydarzyło coś ważnego, że mieszkaniec ją opuścił, a ponieważ my znaleźliśmy informację od niego, to musimy ą sprawdzić.

Jolka popatrzyła na brata i z politowaniem pokiwała głową.

- Poszukiwanie skarbów ci się marzy?

- Już się nie marzy, bierzemy się do pracy. Patrz tu – powiedział Bartek wskazując na rysunek – to chyba nasze drzewo. Dalej linia prowadzi między kasztanowcem a bukiem, przecina alejkę, te dwie kreski to chyba mostek, a to obok, to co to może być?

- To pewnie ten duży kamień – włączyła się w śledztwo Jolka - na którym często siadają ludzie. Wiem gdzie to jest, możemy tam pójść wieczorem. Tylko nie wiem po co.

- Popatrz – zawołał Bartek, jakby nie słyszał uwagi siostry, odsłaniając kolejny fragment – to nie koniec. Linia idzie dalej, zakręca za dębem, przecina strumyk i nagle, za starym tulipanowcem, kończy się.

- Chodźmy zobaczyć co tam jest – nie wytrzymała Jolka.

Zbiegli na dół i zgodnie ze wskazówkami, pobiegli między bukiem a kasztanowcem, następnie przeskoczyli alejkę, przebiegli pod mostkiem i znaleźli się w okolicy dużego kamienia. Siedziała na nim jakaś pani i przeglądała czasopismo. Bartek obiegł kamień z jednej strony, Jolka z drugiej.

- I co? – zapytał Bartek. – Masz coś?

- Nic – przecząco pokiwała główką Jolka. – Chodźmy dalej.

Pobiegli w stronę dębu, który wskazywała mapa, dotarli do strumyka. Najpierw Jolka, potem Bartek długimi susami, bez problemu, przeskoczyli wodę. Zatrzymali się, rozglądnęli wokoło. Wokół nie było nic co przykułoby ich uwagę.

- To chyba tu – powiedziała niepewnie Jolka.

- Na pewno tutaj, tylko że nie wiem czego mam szukać – odpowiedział Bartek rozglądając się. – Może powinniśmy przekopać ziemię.

- A jak chcesz tego dokonać, siłaczu? – zaśmiała się Jolka. – Myślę, że to czego szukamy nie jest bardzo schowane.

- Tylko żebyśmy wiedzieli czego szukamy – dodał Bartek.

Szukali wszędzie – za drzewem, pod kamieniami, za krzewami, ale nic nie znaleźli.

Zrezygnowana Jolka położyła się pod tulipanowcem i powiedziała:

- Ja już zakończyłam poszukiwania. To pewnie jakiś żart, a my daliśmy się nabrać.

Bartek dołączył do siostry i patrząc w górę odpoczywał. Nagle poderwał się na równe nogi i pokazał Jolce wysoko w konarach dziuplę.

- Patrz – powiedział – zamiast patrzeć w górę, my szukaliśmy na ziemi. Chodź!

Przeskakując z gałęzi na gałąź już po chwili byli koło dziupli. Bartek ostrożnie wsadził głowę do środka i kiwnął na siostrę:

- Droga wolna.

Weszli do środka, rozglądnęli się. Dziupla nie wyglądała na opuszczoną, ale na lekko zaniedbaną. Nagle Bartek wykrzyknął:

- Jolka, patrz! Taka sama mapa jak u nas.

Jolka przyglądnęła się rysunkowi i odparła:

- Nie do końca taka sama. Mapa prowadzi w odwrotnym kierunku, do mojego drzewa – popatrz – najpierw wskazuje strumień, potem dąb, duży kamień.

- A dalej – wtrącił się Bartek – jest alejka, kasztanowiec i…

- I druga dziupla – niespodziewanie dodał ktoś z tyłu.

Małe wiewiórki podskoczyły ze strachu, odwróciły się, a tam w otworze stała duża, szara wiewiórka.

- Przepraszamy, że weszliśmy tutaj bez pytania, ale.. – zaczęła tłumaczyć się Jolka.

- Ale szliście za mapą, która was tutaj przyprowadziła – powiedziała stara wiewiórka, wchodząc do środka. – Ciekawa byłam kiedy dotrze tu ktoś w ten sposób.

- A skąd Pani wie o mapie? – z niedowierzaniem zapytał Bartek.

- To stara historia, pozwólcie, że usiądę to wam opowiem – powiedziała szara wiewiórka, usiadła wygodnie i zaczęła opowiadać. – Przeprowadziliśmy się tu całą rodziną kilka lat temu. Moje dzieci bardzo zaprzyjaźniły się z dziećmi rudych wiewiórek, mieszkających w pobliżu, mimo, że wszyscy byli temu przeciwni. Gdy tylko mogły, to całe dnie spędzały razem. Pewnego dnia, gdy wróciliśmy do domu, okazało się, że sąsiedzi musieli się wyprowadzić, gdyż na ich terenie zaczęto budować ścieżkę. Wycięto drzewo, w koronie, którego mieli gniazdo. Nie zdążyli się nawet pożegnać. Znaleźliśmy tylko tę oto mapę pokazującą dokąd zamierzają pójść. Dzieci bardzo się zmartwiły, że straciły serdecznych przyjaciół, ale wkrótce okazało się, że nowy dom rudych wiewiórek wcale nie jest tak daleko. Odszukaliśmy przyjaciół, a dzieci, na pamiątkę, wydrapały na ścianie ich nowej dziupli, mapę jak do nas dotrzeć.

- Ale w tamtej dziupli ostatnio mieszkały jakieś ptaki – zaoponowała Jolka. – Jest tam pełno ich śladów.

- Nie wykluczone – odparła szara wiewiórka. – Dzieci dorosły, wyprowadziły się. Rodziców też już nie ma. Ja również zostałam sama. Pustą dziuplę przejęli kolejni mieszkańcy.

- Nie wiedziałam, że kiedyś mieszkały tam wiewiórki – zamyśliła się Jolka. – Teraz będzie mi się całkiem inaczej mieszkać.

- Na pewno będzie bardzo dobrze. Naszym przyjaciołom było tam bardzo przyjemnie.

- Proszę mnie kiedyś odwiedzić – zaproponowała Jolka.

- Dziękuję za zaproszenie – odparła szara wiewiórka i dodała z uśmiechem: – Drogę znam, a jakbym zapomniała, to zerknę na mapę.

Małe wiewiórki pożegnały się i wróciły do własnego domku. Popatrzyły na mapę wydrapaną ścianie i razem powiedziały:

- Ale historia!

Jolka mogła teraz spokojnie wrócić do porządkowania dziupli. Potem przyniosła suche źdźbła traw i niewielkie gałązki, aby przygotować sobie miękkie i ciepłe posłanie. Pracowała wytrwale cały dzień, za to wieczorem domek był całkowicie odmieniony – czyściutki i przytulny. Kiedy wszystko było gotowe zaprosiła na uroczysty obiad całą swoją rodzinę i nową znajomą – szarą wiewiórkę. Wszyscy się cieszyli, że Jolka ma ładny, ciepły i bezpieczny dom. Podobało się nawet mamie wiewiórki, która przekonała się, że dziupla Jolki wcale nie jest tak daleko i będą mogły się odwiedzać.

W ten sposób wiewiórka Jolka zamieszkała w swoim nowym domku, niedaleko rodziny i przyjaciół, którzy również zamieszkiwali ogromny stary park.

 

Dodaj komentarz

Będzie mi miło, jeśli zostawisz swoją opinię.

Kod antyspamowy
Odśwież

Komentarze   

0 # oliwia 2015-05-17 18:46
Moja kuzynka ciągle ogląda
Odpowiedz
0 # oliwia 2015-05-17 18:46
Fajna bajka
Odpowiedz
0 # wikunia 2015-05-17 18:46
sssssssssssuuuu uuuuuuppppppppp cccccciiiiiiooo ooooooooooo!!!! !!!!!
Odpowiedz
Otwórz
Jeśli chcesz otrzymywać od nas informacje o nowych bajkach, zostaw proszę swój adres e-mail. Terms and Condition Zapisując się na listę akceptujesz nasz regulamin.
Joomla Extensions powered by Joobi

reklama


reklama

Polecane