Sami w domu

Oceń ten artykuł
gwiazdek

 

Emilia Morgan

Sami w domu

podcast dla dzieci
 
 
Jestem Kuba, ale koledzy nazywają mnie Mario. Czemu? Bo ktoś kiedyś wołał
na ulicy Marię i ja się akurat odwróciłem, no i cóż, zostałem Mariem.
Poza tym mam 11 lat i mieszkam w domu na osiedlu takim jakich wiele, parę
uliczek, trochę domów i nuda. Dobrze chociaż, że mam kilku dobrych kolegów –
Ediego, Krychę i Guzika. Dziwnie się nazywają? Może trochę, ale o tych ksywkach
opowiem kiedy indziej.
Mój brat Jasiu, jak to młodszy brat, wchodzi do mojego pokoju wtedy, gdy
akurat nie jest potrzebny. Na przykład wczoraj przyszedł do mnie Krycha i chcieliśmy
pograć na kompie, a tu Jaś wchodzi i on też będzie grał. My mu tłumaczymy, że
jeszcze nie umie zbyt dobrze grać, że może popatrzeć, ale on nie chce patrzeć
tylko grać i zaczyna krzyczeć.
- Dobra, dobra – mówię mu - siadaj,
ale cisza. - Wiem przecież, że jak przyjdzie mama to zapyta co mu robimy, że
płacze i każe zaraz wyłączyć komputer i iść na świeże powietrze. Taka
sprawiedliwość.
Wczoraj wieczorem zadzwonił telefon. Odebrała mama i się mocno
zdenerwowała. Zaraz zawołała tatę i o czymś dyskutowali. Za chwilę popatrzyli
na nas, na siebie, znów na nas i razem stwierdzili: - Dadzą sobie radę.
- O co chodzi? – spytałem.
- Babcia się rozchorowała i trzeba zawieść ją do szpitala. Musimy zaraz
jechać, bo się bardzo źle czuje. Nie pojedziemy wszyscy, bo pewnie zejdzie nam
do późna, a poza tym nie zmieścilibyśmy się w samochodzie. Kuba, zostaniecie z
Jasiem w domu - wyjaśnił tato,-  ale czy
dacie sobie radę?
- No pewnie – odpowiedziałem, widząc już oczyma wyobraźni wieczór z
Minecraftem. – Jedźcie do babci, ja się zajmę Jasiem.
- Pamiętaj Kuba, żeby położyć Jasia do spania o dziewiątej, poczytaj trochę
i jak ktoś zadzwoni do drzwi to co trzeba zrobić?
- Trzeba zapytać kto tam, jak ktoś nie znajomy, to nie otwierać –
wyrecytowałem.
- Dokładnie tak. Jesteś teraz w domu gospodarzem, opiekuj się bratem,
wrócimy tak szybko jak tylko się da – powiedział tata, ubrał buty i razem z
mamą wyszli.
- No, Jasiu, mamy luz. Przyniosę ci pudło z klockami i zbudujemy basztę –
powiedziałem planując, że się zaraz urwę z tej budowy, bo Jaś uwielbia stawiać
z klocków różne cuda i w sumie pomocy nie potrzebuje.
- Jaką basztę?
- Taką wieżę, albo może garaż na twoje auta – mówiąc to dźwigałem już
klocki. Rozsypałem je na dywanie, a Jaś z miejsca zabrał się do pracy. Ja
miałem wolne.
Poszedłem do siebie, uruchomiłem komputer, założyłem słuchawki i oddałem
się budowaniu mojego świata.
Co jakiś czas odrywałem tylko oczy od monitora i wołałem, bo przecież
szkoda wstawać „Jasiu! Budujesz?” „Tak” padała odpowiedź, więc mogłem z
powrotem wrócić do moich klocków.
Był ciepły wieczór, grałem już dobrą godzinę i zachciało mi się pić.
Zdjąłem słuchawki z uszu, wstałem i przechodząc obok salonu zobaczyłem na
dywanie garaż, drogę dojazdową i piętrowy parking jeszcze w budowie. Ale…
czegoś albo raczej kogoś brakowało! „Gdzie jest Jaś?” – pomyślałem.
Odwróciłem głowę i mnie zamurowało. W otwartych drzwiach wejściowych stał
wysoki mężczyzna w długim płaszczu i z dużą torbą w ręku. Jaś trzymał jeszcze
za klamkę i przyglądał się przybyszowi. Stało się dla mnie jasne, że gdy
zadzwonił dzwonek do drzwi Jaś po prostu do nich podszedł i je otworzył, ale za
nimi nie było babci ani nawet Krychy czy Guzika tylko nieznany nam, podejrzanie
wyglądający gość.
W tym momencie obcy się odezwał:
- Jestem sprzedawcą książek. Czy są rodzice w domu, żebym mógł je
zaprezentować?
- Nie ma taty ani mamy – szczerze odpowiedział Jaś.
- Ale zaraz mają wrócić – szybko dodałem.
Mężczyzna się uśmiechnął i robiąc krok w przód zapytał:
- A może wy oglądniecie chociaż komiksy?
- Nie, nie chcemy – odparłem. Obcy zrobił jeszcze krok w przód i zatrzasnął
drzwi od środka. W jednej chwili przestał się uśmiechać. Chwycił mnie za ramię,
tak że prawie mi obojczyk złamał, Jasia drugą ręką chwycił wpół i rozglądając
się ruszył do przodu.
- Gdzie jest łazienka – zapytał sucho.
Palcem wskazałem drzwi na końcu korytarza. Ruszył z nami w kierunku, jak
się później okazało, naszego więzienia. Wepchnął mnie do środka, a Jasia
niedbale postawił na podłodze.
- Nie ważcie mi się stąd ruszyć, bo wam nogi połamię – zagrzmiał i
zatrzasnął drzwi od zewnątrz. Dosunął krzesło i przyblokował klamkę.
Jaś zaczął płakać. Był tak przestraszony, że do tej pory nie wydał ani
jednego dźwięku. Zerknąłem do lustra i też coś blado wyglądałem. Rozmasowałem
ramię i próbowałem pocieszyć brata.
- Jasiu, nie martw się, rodzice niedługo przyjadą i pokarzą mu gdzie raki
zimują.
Ale Jaś chlipał dalej. Przytuliłem go, żeby poczuł się pewniej, nie żebym
też potrzebował wsparcia, ale w sumie razem było raźniej.
Tymczasem z kuchni docierały do nas dźwięki otwieranych i zamykanych
szafek, szuflad, przewracanych dzbanków, a potem ciężkie kroki skierowały się w
stronę schodów na górę.
Myślałem gorączkowo co tu zrobić. Delikatnie ruszyłem za klamkę, ale
przyblokowana stołkiem, ani drgnęła. Rozglądnąłem się dookoła i nagle oświeciło
mnie. Okno! Tak! Przecież możemy wyjść przez okno na zewnątrz. Nie jest wysoko
więc bez problemu zeskoczymy na dół.
Cicho wytłumaczyłem Jasiowi co zrobimy i delikatnie otworzyłem okno,
wychyliłem się na zewnątrz, żeby się rozglądnąć, podstawiłem Jasiowi kosz na
bieliznę, aby miał wyżej i najpierw sam wyskoczyłem, a następnie pomogłem bratu
zejść z parapetu.
Cichutko, na paluszkach przebiegliśmy wzdłuż domu, a jak weszliśmy za
drzewa już biegiem, co sił w nogach popędziliśmy do sąsiadów.
Zdziwili się, czemu o tej porze dzwonimy do ich drzwi, ale jak usłyszeli co
się stało, natychmiast  zadzwonili na
policję.
Panowie w mundurach zaraz podjechali na sygnale, a złodziej, który usłyszał
syreny próbował uciec przez ogrodzenie z tyłu domu, ale nadaremno. Torba, z
którą przyszedł, wypchana po brzegi naszymi rzeczami, tak go obciążyła, że nie
był w stanie zwinnie się poruszać. Pies policyjny go dopadł i ściągnął  z siatki. Warknął, pokazał swoje kły, a
złodziej ani drgnął.
Widziałem przez okno jak policjanci prowadzili go do radiowozu. Nie miał
już takiej pewnej miny jak niedawno. Dobrze mu tak!
Kiedy przyjechali rodzice, siedzieliśmy w domu z policjantami i sąsiadami.
Mama o mało nie zemdlała. Podbiegła do mnie, zrobiła szybki przegląd – głowa
cała, ręce są, nogi w porządku, potem mocno mnie przytuliła. Jaś zasnął na
kanapie, przykryty kocykiem przez panią Martę – sąsiadkę.
Tato stał w drzwiach i nie mógł się ruszyć.
- Tylko raz was zostawiliśmy w domu samych! – wykrzyknął trzymając się za
głowę.  – Co się stało?
- Ma pan bardzo odważne dzieci – odpowiedział jeden z policjantów – dzięki
nim złapaliśmy złodzieja, który od dawna okradał okoliczne domy.
- A jak wszedł do domu?  - dociekał
tata.
- Hmmm – próbowałem przeciągać, ale tata patrzył na mnie pytająco - Jaś go
wpuścił – odpowiedziałem w końcu zgodnie z prawdą.
- A gdzie ty wtedy byłeś? – tata nie odpuszczał.
Spuściłem głowę i rzekłem:
- Grałem i nie słyszałem dzwonka. Kiedy się zorientowałem było już za
późno. Złodziej wszedł do naszego domu.
- No tak, wszystko jasne. – zawyrokował  tata. – Synu, musimy poważnie porozmawiać.
No i rozmawialiśmy. Najpierw w domu, potem w szkole z wychowawczynią i
panią pedagog, bo przecież wieści się szybko rozchodzą. Zapamiętam do końca
życia, że jak dzieci są same w domu, to nie mogą otwierać obcym drzwi. Jaś pewnie
też ma to mocno utrwalone.
Dobrze, że chociaż babcia lepiej się czuje.
 

 

Dodaj komentarz
Będzie mi miło, jeśli zostawisz swoją opinię.

Komentarze  
+2 # eliza 2015-05-17 18:49
Super i wiele uczy dzieci.
Odpowiedz
+1 # rokitka 2015-05-17 18:49
można na pewno się dużo nauczyć
Odpowiedz
-2 # jjay 2015-05-17 18:49
fajna bajka i 100% pszyśpieszona
Odpowiedz
+2 # Misia 2015-05-17 18:48
Jakie prawdziwe :)

Dzięki wielkie za to opowiadanie.
Odpowiedz