Auta 3. Pocztuś i kłusownicy, bajka do słuchania

Oceń ten artykuł
gwiazdek

 

Emilia Morgan

Pocztuś i kłusownicy

audiobook dla dzieci

 

Rozdział 1

Wieczór zbliżał się wielkimi krokami. Słońce schowało się za korony drzew, zostawiając po sobie czerwone wstęgi na niebie. Ulice Wesołej Doliny powoli robiły się puste, tylko jeden samochód, żółty wóz pocztowy, kręcił się po miasteczku nie mając ochoty na odpoczynek.

„No i co poradzę, że nie chce mi się spać” – myślał Pocztuś. „Wszyscy idą do domów, a co ja mam robić?” – pytał samego siebie. „Listy do rozwiezienia jutro przygotowane, paczki poukładane, czym by się tu zająć?” Popatrzył z żalem na zachodzące za las słońce i stwierdził „Strażnik Lasu na pewno jeszcze nie śpi. Sprawdzę co u niego słychać”.

Wyjechał z miasteczka i skierował się prosto na drogę prowadzącą do leśniczówki. Słońce było coraz niżej i dojechał już po zmroku. „Ależ tu ciemno” pomyślał. „Znacznie ciemniej niż w mieście. Przydałoby się wstawić tu kilka latarni”. Przejechał za dom leśniczego i zauważył Strażnika Lasu, który układał coś obok swojego garażu.
- Dobry wieczór – powiedział wesoło.
Strażnik odwrócił się zaskoczony, że odwiedza go ktoś o tej porze.
- Witaj Pocztusiu. Co cię tu przygnało o tej godzinie?
- Nudzi mi się. W miasteczku wszyscy już śpią, a ja nie wiem co ze sobą zrobić. Pomyślałem, że w lesie na pewno coś się dzieje.
- Niestety masz rację – odparł Strażnik Lasu. – A wolałbym, aby las również spał.
- Co się dzieje? – zaciekawiony zapytał żółty wóz pocztowy. – Zwierzęta mają imprezę? – zażartował.
- Niekoniecznie – poważnie odpowiedział Strażnik Lasu. – Wczoraj usłyszałem w lesie dwa strzały i to z pewnością nie była zabawa dzieciaków, gdyż był środek nocy. Rano pojechałem sprawdzić, ale znalazłem tylko świeże ślady opon.
Pocztuś słuchał z zapartym tchem.
- Więc ktoś był w lesie w środku nocy? Przecież tam jest całkiem ciemno i trochę nawet strasznie.
- Niestety źli ludzie korzystają z ciemności, aby ukryć to co robią. Mam złe przeczucia, że nasz las odwiedzają w nocy kłusownicy i polują na zwierzęta.
Pocztuś aż podskoczył.
- Kłusownicy? – wykrzyknął. – Polują na zwierzęta z naszego lasu? Przecież to jest zakazane.
- Właśnie dlatego robią to w nocy. Pod osłoną ciemności czują się bezpieczni i bezkarni. Za chwilę jadę na patrol, a ty Pocztusiu wracaj do domu.
- Nie ma mowy! Jadę z tobą! – zawołał wóz pocztowy. – Mogę się przydać – dodał na końcu.
- Wracaj do domu – stanowczo powtórzył Strażnik Lasu. – To zbyt niebezpieczne.

Pocztuś poczuł, że przygoda wymyka mu się z rąk, ale cóż było robić. Strażnik zdecydowanie odmawiał wzięcia go na patrol. Zrezygnowany pożegnał się i nawrócił w kierunku domu.
„Przydałbym się” – rozważał w myślach. „Jeden strażnik na bandę kłusowników, to za mało. A jak ich będzie dziesięciu? Albo dwudziestu? Strażnik Lasu wpadnie w kłopoty i kto mu pomoże? Nikt nawet nie będzie wiedział.” Droga powrotna do miasteczka wydawała się krótsza w tą stronę, mimo że wóz pocztowy ledwo koła toczył. „Nie mogę zostawić go samego” zdecydował Pocztuś. „Wytłumaczę Strażnikowi, że na pewno się przydam”.
W jednej chwili zawrócił i szybko pojechał do leśniczówki. Minął dom leśniczego i wyjeżdżając zza rogu zawołał:
- Strażniku muszę pojechać z tobą, gdyż potrzebujesz mojego wsparcia.
Nastawił się na stanowczą odmowę zielonego wozu, ale wokół panowała cisza.
- Strażniku! – pocztowy zawołał ponownie. – Ale klops, pojechał beze mnie. Muszę go dogonić.
Ruszył dróżką w kierunku lasu. Mijając kolejne rozwidlenia ścieżek leśnych zwalniał i rozglądał się czy nie widać gdzieś świateł strażnika. „Gdzie on może być” zastanawiał się. „Przecież nie mógł odjechać aż tak daleko”.
Las wydawał się Pocztusiowi coraz ciemniejszy i cichszy. Zatrzymał się, aby posłuchać, czy gdzieś nie słychać warkotu silnika, ale usłyszał tylko hukanie sowy. Niedaleko trzasnęła złamana gałązka, a Pocztuś aż podskoczył. „To nic.” Uspokajał siebie. „To normalne odgłosy lasu, przecież żyją tu różne zwierzęta, a część z nich nie śpi w nocy tylko na przykład poluje.”
Powoli ruszył do przodu, dokładnie się jednak rozglądając. Nagle z zza zarośli wyskoczył jakiś olbrzym i oślepił halogenami wóz pocztowy.
- Mam cię – ryknął potężnym głosem.
- Aaaaa! - krzyknął przerażony Pocztuś.
- Co tu robisz w środku nocy? – zawołał gniewnie olbrzym.
- Szukam przyjaciela, Strażnika Lasu. – odparł trzęsącym się głosem wóz pocztowy.
Wówczas olbrzym wyłączył halogeny, a wóz pocztowy dostrzegł, że potworem, którego się tak przestraszył, jest Strażnik Lasu.
- Pocztusiu! Ty tutaj? – zawołał wzburzony zielony wóz. – Wziąłem cię za kłusowników!
- Myślałem, że będziesz potrzebował mojej pomocy i chciałem ci pomóc, ale kiedy dojechałem do leśniczówki już cię tam nie było, więc postanowiłem cię dogonić.
- Mówiłem ci, że to może być niebezpieczna wycieczka, a jednak się uparłeś – z gniewem powiedział Strażnik Lasu – mogło ci się coś stać.
-Chciałem pomóc – Pocztuś spuścił oczy. - Czy teraz możemy jechać razem?
- Chyba nie mamy wyjścia, samotny powrót do domu nie jest dobrym pomysłem. Tylko trzymaj się blisko mnie.
Powoli ruszyli ścieżką w głąb lasu. Ledwo przejechali kilka metrów, nieopodal wzbiły się w niebo jakieś duże ptaki, najwyraźniej czymś spłoszone. Auta stanęły w miejscu nasłuchując.
- Tam się coś dzieje – zawyrokował wóz leśny. – Zgasimy światła i podjedziemy najbliżej jak się da. Pocztusiu jedź po moich śladach.
Od tej pory tylko księżyc oświetlał drogę przez las dwóm dzielnym autom. Przemieszczały się powoli, nie robiąc hałasu. Po chwili ich wzrok przyzwyczaił się do ciemności, a otaczająca ich czerń zrobiła się szarawa i sylwetki drzew odznaczały się od tła wyraźniej. Zbliżając się do miejsca, z którego zerwały się ptaki, samochody zwolniły tak bardzo, że koła ledwo się toczyły. Strażnik poszukiwał ruszających się cieni pomiędzy drzewami, ale nie dostrzegł nic niepokojącego.
- Chyba się spóźniliśmy – powiedział zapalając światła. – Przyjrzyjmy się tej okolicy.
Pocztuś również zapalił światła i kawałek po kawałku szukali śladów bytności kłusowników. Niestety nie znaleźli ani śladów kół, ani niczego co pozwoliłoby wyśledzić odwiedzających las nocą. Już mieli odjeżdżać z tego miejsca, gdy nagle Pocztuś zaplątał się w coś.
- Au! – krzyknął. - Jakiś drut zawinął mi się na koło.
Strażnik Lasu natychmiast podjechał i obejrzał znalezisko.
- Tak myślałem – powiedział. – Pocztusiu, to nie jest przypadkowy drut. To są wnyki, które kłusownicy założyli, oczekując że jakieś zwierzę w nie wejdzie, zaplącze się i nie będzie mogło uciec.
- To okropne! – oburzył się młody wóz pocztowy. - Ten drut zablokował mi koło, a co dopiero gdyby to była noga sarenki!
- Zwierzę złapane we wnyki bardzo cierpi. W potrzasku zostaje przez wiele następnych godzin.
- Musimy więc przeszukać cały las, aby sprawdzić, gdzie jeszcze są te pułapki – zadeklarował się Pocztuś, - ale najpierw pomóż mi się uwolnić.
Strażnik Lasu wyplątał koło wozu pocztowego z drutu, zapakował go na bagażnik i pojechali w kierunku leśniczówki.
- Musimy opracować plan na jutrzejszą noc. Kłusownicy z pewnością przyjdą sprawdzić czy ich zasadzka jest pełna – powiedział Strażnik Lasu.
- Masz rację. Musimy ich złapać.
- Pocztusiu przyjedź do mnie jutro. Na dziś już dosyć przygód.
- Tak jest! Do jutra – pożegnał się Pocztuś i bez ociągania pomknął do miasteczka.

Rozdział 2

Następnego dnia, ledwie słońce wstało, Pocztuś natychmiast chciał jechać do lasu, rozwikłać zagadkę kłusowników, ale przecież był wozem pocztowym. „Najpierw obowiązki, potem przygoda” pomyślał i sprawnie poukładał przesyłki w bagażniku.
Miasteczko dopiero się budziło, gdy Pocztuś wrzucał listy do skrzynek pocztowych. Na końcu dostarczył paczki. Jedna z nich zaadresowana była do wozu policyjnego. Pocztowy podjechał pod drzwi garażu i zadzwonił. Niebieski natychmiast się pojawił, jakby na niego czekał.
- Dzień dobry Pocztusiu – wóz policyjny przywitał przybysza.
- Dzień dobry – odparł wóz pocztowy.
- Jesteś dziś wcześniej niż zwykle. Chyba się gdzieś spieszysz – policyjny pytająco popatrzył na żółtego.
- Trochę tak - odparł wymijająco Pocztuś. - Umówiłem się z przyjacielem.
Policyjny potwierdził odbiór przesyłki. Wóz pocztowy pożegnał się, nawrócił i już odjeżdżał, gdy policyjny zauważył nadszarpniętą drutem oponę i zawołał:
- Co ci się stało w tylne koło?
- A to taka nocna przygoda.
Pocztuś nie wiedział czy powinien opowiedzieć co się stało, bo przecież nie ustalił jeszcze ze Strażnikiem Lasu planu działania.
- Nocna przygoda? A gdzie taki młody wóz jeździ nocami? – policyjny nie dawał za wygraną.
- Byłem w lesie i najechałem na ostry drut, który zaplątał się wokół koła.
- Ktoś zostawił druty w lesie – niebieski był już na tropie. – Gdzie dokładnie to było? – dopytywał.
Pocztuś opowiedział więc całą nocną wyprawę, jak szukali ze Strażnikiem Lasu kłusowników, a znaleźli tylko potwierdzenie, że tam byli, w postaci założonych pułapek na zwierzęta.
- To bardzo poważna sprawa – powiedział niebieski – trzeba natychmiast się tym zająć.
W tym momencie zadzwonił telefon. Policyjny odebrał.
- Tak, tak, już wszystko wiem…. Od Pocztusia… Dobrze, będę niedługo… Do zobaczenia.
Policyjny odwrócił się do wozu Pocztowego.
- To Strażnik Lasu dzwonił. Prosił, żebym przyjechał.
- W takim razie do zobaczenia na miejscu – Pocztuś szybko się pożegnał i pognał z ostatnimi przesyłkami.
Kiedy dotarł do lasu, wóz policyjny już tam był i dyskutował ze Strażnikiem Lasu.
- Chyba poproszę o pomoc wozy z sąsiednich miejscowości – powiedział policyjny.
- Myślę, że nie ma potrzeby – odparł zielony. – Kłusownicy zwykle pracują we dwóch lub trzech, a z tyloma to powinniśmy dać sobie radę. Pocztusiu – zwrócił się do najmłodszego z drużyny – planujemy zrobić zasadzkę na kłusowników. Pojedziemy wieczorem w to samo miejsce, gdzie w nocy zaplątałeś się we wnyki, ukryjemy się i poczekamy na kłusowników. Jak tylko się pojawią to ich złapiemy.
- Super plan – ucieszył się Pocztuś. – Tylko co zrobimy jak nam uciekną?
- Nie sądzę, żeby im się udało – pewnie odpowiedział Strażnik Lasu. – Jedźmy na miejsce, wybierzemy stanowiska.
Zielony wóz leśny bezbłędnie odnalazł miejsce, w którym byli w nocy. W dzień w lesie było zdecydowanie przyjemniej, niż w ciemności.
- Rozdzielimy się – zdecydował wóz policyjny. – W ten sposób ich otoczymy i uniemożliwimy ucieczkę.
- Musimy tylko dobrze się ukryć – dodał zielony. O tamte zarośla, to będzie stanowisko numer jeden – powiedział wskazując na gęstą grupę krzewów.
- Tutaj będzie moje miejsce – powiedział policyjny do Strażnika Lasu sprawdzając krzewy po przeciwnej stronie.
- A najbliżej ścieżki, będzie kryjówka Pocztusia – dodał niebieski wóz. – Jakby zrobiło się niebezpiecznie to jedź prosto do domu.
- Na pewno nie będę uciekał – obruszył się młody wóz pocztowy. – Musimy złapać kłusowników, żeby nie robili krzywdy zwierzętom.
- Oczywiście – potwierdził zielony. – A teraz jedźmy stąd bo narobimy zbyt wiele śladów.
Po drodze do leśniczówki, wozy ustaliły godzinę spotkania i rozjechały się do swoich obowiązków.

Rozdział 3

Pocztuś nie mógł doczekać się wieczora. Podekscytowany krążył uliczkami w poszukiwaniu pomysłu, co jeszcze może zabrać wieczorem do lasu, aby kłusownicy nie mili szans na ucieczkę. Od Marka wulkanizatora pożyczył kilka opon, z warsztatu samochodowego mocny halogen, a od motocyklistów wziął krótkofalówki. „Przecież musimy mieć ze sobą łączność” pomyślał.

Znacznie przed zmrokiem zameldował się w leśniczówce. Wóz policyjny ze Strażnikiem Lasu już kończyli przygotowania.
- Dobrze, że jesteś Pocztusiu – przywitał go zielony. – Zaraz wyruszamy na polowanie.
- Polowanie? – wóz pocztowy pytająco popatrzył na Strażnika.
- Polowanie na kłusowników – dokończył zielony.
- No tak. Zapolujemy sobie na nich! – z entuzjazmem dodał żółty. – Złapiemy i …… i co z nimi zrobimy?
- Ja ich zabiorę – odpowiedział wóz policyjny. – Będą doskonale wyglądać za kratkami.
Jadąc przez las w towarzystwie dwóch poważnych wozów Pocztuś czuł się całkiem dobrze. „To zupełnie coś innego, niż samotna wyprawa w środku nocy” myślał w duchu, przypominając sobie swoją wczorajszą eskapadę.
Las zasypiał. Gdzieś między drzewami przemknęła sarna, ostatnie ptaki szukały wygodnego schronienia na noc, a błyszczące oczy lisa odbijały światła przejeżdżających wozów.
- Jesteśmy na miejscu – w końcu powiedział Strażnik Lasu.
- I co teraz? – zapytał najmłodszy z uczestników nocnej wyprawy.
– Zajmiemy pozycje i niewidoczni w swoich kryjówkach będziemy czekać na kłusowników – wytłumaczył wóz leśny.
- Musimy być bardzo cicho, aby nie spłoszyć przestępców.
- Nie ma sprawy! – zapewnił Pocztuś. – Ja na pewno ani drgnę.
- Zobaczymy – uśmiechnął się wóz policyjny. – Czekanie może okazać się monotonne.
- Myślę, że musimy zająć miejsca, bo nie wiemy kiedy nasi „goście” tu dotrą.
Auta ukryły się w zaroślach, tak aby ich sylwetki nie odróżniały się od cieni drzew w lesie. Wóz pocztowy, którego kryjówka była najbliżej ścieżki leśnej, jednym okiem zerkał na miejsce, w którym zaplątał się we wnyki, a drugim na drogę. „Ciekawe czy przyjdą drogą czy będą się przedzierać przez las” myślał trochę z obawą, że będą przechodzić obok niego.
Po kilku godzinach czekanie zaczęło się młodemu autu trochę dłużyć.
- Jesteście tam? – zapytał szeptem przez krótkofalówkę.
- Jesteśmy – odparł wóz policyjny – czy coś się stało Pocztusiu?
- Nic, tylko wcale was nie widzę.
- To dobrze, skoro ty nas nie widzisz to kłusownicy też nas nie dostrzegną.
- Cicho – wtrącił się Strażnik Lasu. – nie rozmawiajcie, bo gdyby akurat szli to nas usłyszą i się spłoszą.
Nie było wyjścia, trzeba czekać po cichu. Godziny uciekały, a Pocztusiowi zaczęły powieki ciążyć. Dała znać o sobie wczorajsza nieprzespana noc, a teraz jeszcze to czekanie w całkowitej ciemności.
„Brrr” otrzepał się wóz pocztowy. „Nie mogę przecież zasnąć. Mam ważne zadanie do wykonania. Minęła kolejna godzina i nic się nie działo. Trzymać szeroko otwarte oczy w środku nocy nie było łatwo. „Przymknę je na trochę i dam im odpocząć” pomyślał Pocztuś i lekko zamknął powieki. Zrobiło się tak przyjemnie, coraz milej i cieplej…
Wtem jakiś szmer, dotarł do przysypiającego wozu. Powoli, bardzo powoli coś przesuwało się od tylnego koła Pocztusia do przodu. Samochodowi natychmiast przestało chcieć się spać. Napiął się w sobie i usiłował coś zobaczyć. Szmer przesuwał się cały czas do przodu. „Co to może być” gorączkowo myślał wóz pocztowy”. „Dlaczego go nie widzę.” Nagle wszystko ucichło. Szuranie liści ustało. Już miał wezwać pomoc przez krótkofalówkę, gdy spojrzał nisko pod koła.
Mały jeżyk szedł na polowanie i zatrzymał się, aby coś powąchać.
- To ty mnie tak wystraszyłeś – wyszeptał patrząc na jeża z ulgą w głosie. – A ja już chciałem uciekać.
Jeż powoli potupał w swoją drogę i po chwili zniknął Pocztusiowi z pola widzenia. Znowu nastała cisza, a zmęczenie zaczęło naciskać na powieki młodego auta.
- Śpicie? – wyszeptał do mikrofonu krótkofalówki.
- Czekamy – odezwał się również szeptem Strażnik Lasu. – Coś widzisz Pocztusiu?
- Nic, chyba nie przyjdą.
- Musimy jeszcze poczekać. Kłusownicy mogą się pojawić po północy.
Nagle Pocztuś kątem oka, dostrzegł migające światło na ścieżce.
- Coś się dzieje, chyba ktoś idzie – wyszeptał.
W pełnym napięciu wpatrywał się w ciemność, próbując dostrzec coś więcej. Światło zbliżało się powoli. Po chwili zauważył, że dwoje ludzi niosło latarkę, którą widział z daleka. Byli coraz bliżej. Autko bez ruchu czekało w kryjówce. „Będą przechodzić tuż obok mnie, mam nadzieję, że mnie nie zauważą” myślał z obawą. Popatrzył znów w kierunku zbliżających się ludzi i dostrzegł kolejne zbliżające się światła, tym razem jakiegoś samochodu.
- Ciekawe czy tu chociaż będzie jakiś łup – Pocztuś usłyszał rozmowę zbliżających się ludzi.
- Oj, mamy dziś pecha, wszystkie pułapki były puste.
Mężczyźni skręcili ze ścieżki pomiędzy drzewa. Przeszli tuż obok żółtego wozu, ale dobra kryjówka wśród krzewów spełniła swoje zadanie i kłusownicy nawet nie pomyśleli, że są obserwowani. Po chwili dojechał też samochód, z którego wyskoczył ktoś trzeci.
- Chyba nie wrócimy dziś z pustymi rękami?! – zawołał do pozostałych, którzy rozglądali się szukając zastawionych przez siebie wnyków.
- Gdzie one są? – zastanawiał się jeden z kłusowników.
- Pewnie znowu je tak ukryłeś, że sam ich nie znajdziesz – odparł, ten który przyjechał samochodem.
- Nie dyskutujcie tylko poszukajcie pułapki i znikamy stąd, robi się późno – dodał trzeci.
W tym momencie mocne halogeny oślepiły kłusowników, którzy zamarli zaskoczeni.
- Nigdzie nie pójdziecie! – odezwał się mocny głos wozu policyjnego. – Jesteście aresztowani!
Kłusownicy początkowo zaskoczeni, zaczęli uciekać w kierunku przeciwnym do dobiegającego głosu. Przepychając się i przeskakując przez łapiące ich za nogawki ostre łodygi malin leśnych, próbowali przedostać się na drugą stronę. Tam natomiast czekał już na nich Strażnik lasu, który hakiem rozwinął przygotowany wcześniej sznur i zarzucił na biegnących kłusowników.
- Ponowie dokąd się tak spieszą? – zapytał dwójkę związanych kłusowników.
- Na jagody – odburknął jeden z nich.
- Przesuń się, nie wygodnie mi – powiedział drugi próbując zrobić sobie trochę miejsca.
- Wygodniej wam będzie w więzieniu – odezwał się wóz policyjny, wrzucając kłusowników na tylne siedzenie.
- Ale zaraz – powiedział zielony i nerwowo zaczął się rozglądać. – Gdzie jest trzeci?
- Tutaj – zawołał ze ścieżki Pocztuś. – próbował uciec autem i pewnie by mu się udało, gdybym nie zastawił mu drogi, z jednej strony sobą, a z drugiej oponami, które przywiozłem.
- Oponami? – zdziwił się Strażnik Lasu. – Pocztusiu jesteś bardziej przewidujący niż myślałem – dodał.
- Dołącz do kolegów – policyjny zwrócił się do trzeciego kłusownika otwierając mu drzwi.
- Las może teraz odpocząć – powiedział Strażnik Lasu nie ukrywając zadowolenia.
- I my również – dodał wóz pocztowy zmęczony całonocnym czuwaniem.
- Jutro poszukamy pozostałych pułapek, które zastawili kłusownicy – dodał zielony. – Musimy je pozabierać, żeby zwierzęta były bezpieczne.
- Myślę, że po nocy w więzieniu, łotry chętnie wskażą nam te miejsca – dodał policyjny.
Było już całkiem jasno, gdy Pocztuś dotarł do swojego garażu. „Chyba zasłużyłem na nagrodę” pomyślał o SPA samochodowym. „Mycie parą, woskowanie, polerowanie, ach” marzył. „Ale to jutro, teraz do spania…”

 

Dodaj komentarz
Będzie mi miło, jeśli zostawisz swoją opinię.